Dalsze korzystanie z naszego serwisu internetowego oznacza, iż użytkownik akceptuje stosowanie plików cookies dostosowanych do indywidualnych preferencji użytkownika i pomagających przeprowadzić statystykę wizyt na stronie.

Mentions légales et conditions générales d'utilisation

All for Joomla All for Webmasters

Sidebar

Languages

Strona główna

assi

Tancerz mecenasa Kraykowskiego

 

 

« Nic nie jest tak trudne i delikatne, tyle święte nawet, co osobowość ludzka, nic nie może się równać tej zachłanności tajemnych związków, które rodzą się między obcymi nikłe i bezprzedmiotowe, by skuć nieznacznie potworną więzią. »

JPG - 12.6 ko
Jacek Poniedziałek w inscenizacji opowiadania przez Krzysztofa Warlikowskiego, Radom, 1997.


Opowiadanie napisane w 1926 roku Tancerz mecenasa Kraykowskiego było pierwszym tekstem, który Gombrowicz uznał za dostatecznie dobry, by kontynuować pisanie.
Opowiadanie to zostało opublikowane po raz pierwszy w 1933 roku, w zbiorze Pamiętnik z okresu dojrzewania , w warszawskim wydawnictwie Rój. Podobnie jak inne teksty z tego zbioru, Tancerz mecenasa Kraykowskiego wszedł do zbioru Bakakaj opublikowanego w 1957
r. przez krakowskie Wydawnictwo Literackie.

JPG - 6.9 ko
Jacek Pietruski w swoim monodramacie wg "Tancerza mecenesa Kraykowskiego", 2002;

« Bohater „Tancerza”, obrażony do głębi przez mecenasa Kraykowskiego, zamiast znienawidzieć go – kocha, zamiast pogardzać – wielbi, ponieważ jest zbyt bezsilny, aby mógł przeciwstawić własną rację istnienia racji żywotnego mecenasa. Potwierdza on mecenasa, ponieważ nie może go zniszczyć. »
Krótkie objaśnienie, Varia


Fragment:

Po kilku dniach mecenas Kraykowski (było to w pustej ulicy, późnym wieczorem) zatrzymał się, odwrócił i czekał z laską. Nie wypadało się cofać – szedłem więc dalej, choć jakaś omdlałość rozsnuwała się po mnie – aż chwycił za ramię, potrząsnął, waląc laską o ziemię.
― Co znaczą te idiotyczne paszkwile? Czego się pan czepia? – krzyknął. – Czemu pan włóczy się za mną? Co to jest? Wybiję laską! Kości połamię!
Nie mogłem mówić. Byłem szczęśliwy. Przyjąłem to w siebie jak komunię i zamknąłem oczy. Tylko w milczeniu – nachyliłem się i nadstawiłem pleców. Czekałem – i przeżyłem parę chwil doskonałych, jakie dane być mogą jedynie komuś, kto już zaprawdę niewiele dni ma przed sobą. Kiedy się wyprostowałem, odchodził prędko, stukając laską. Z sercem przepełnionym, w nastroju łaski i błogosławieństwa wracałem pustymi ulicami. Za mało – myślałem – za mało! Wszystko za mało! Jeszcze – jeszcze więcej!